Od pierwszych piłkarskich kroków w Gomunicach, przez debiut w Ekstraklasie, aż po powrót w rodzinne strony i grę w żółto-niebieskich barwach. Dawid Flaszka opowiedział nam trochę o swojej piłkarskiej drodze, wspomnieniach z szatni, rodzinie, która daje mu największą motywację, oraz ambicjach związanych z RKS-em. . Zapraszamy do rozmowy z naszym napastnikiem!
Dawid, urodziłeś się w Radomsku, ale swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiałeś w Gomunicach i Gorzkowicach. Jak wspominasz te początki? Jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką?
– Zacznę od małego sprostowania. W Radomsku się urodziłem, ale od zawsze, z kilkoma krótkimi przerwami, mieszkałem w Gomunicach i nadal tam mieszkam. Dlatego właśnie tam zaczynałem. Pewnie gdybym od małego mieszkał w Radomsku, to tutaj rozpocząłbym swoją piłkarską przygodę.
Piłka była ze mną od najmłodszych lat. Zaczynałem w Gomunicach, później grałem w Gorzkowicach. To były czasy, kiedy chciałem po prostu spędzać jak najwięcej czasu z kolegami na boisku, kopiąc piłkę. Nie było nawet czasu na obiad, o czym bardzo dobrze wie moja mama! (śmiech)
Wtedy jeszcze nie myślałem, że będę miał okazję zagrać w tylu miejscach i na tylu stadionach. Nie zastanawiałem się, dokąd mnie to wszystko zaprowadzi. Z perspektywy czasu fajnie wrócić pamięcią do tych początków, bo właśnie tam wszystko się zaczęło.
Kolejnym krokiem był GKS Bełchatów, gdzie jako 17-latek miałeś już okazję trenować z pierwszym zespołem. Pamiętasz swoje pierwsze treningi z seniorami? Jak przyjęli Cię starsi zawodnicy? Były jakieś szatniowe zwyczaje, przez które musiał przejść każdy młody piłkarz?
– Na pewno na początku odczuwałem różnicę w intensywności treningów i podejściu do piłki. Wchodziłem do szatni jako nastolatek, a byli tam zawodnicy z dużo większym doświadczeniem. Chciałem przede wszystkim pokazać się z dobrej strony i jak najwięcej się nauczyć.
Z czasem przyzwyczajałem się do tego wszystkiego i czułem coraz pewniej. A co do szatniowych zwyczajów... Jak to w piłce, młody zawodnik musi swoje przejść, ale szczegółów nie będę zdradzał, żeby nie straszyć młodszych kolegów! (śmiech)
Miałeś wtedy kilkanaście lat, szkołę, znajomych, a do tego coraz poważniejsze granie w piłkę. Jak udawało Ci się to wszystko pogodzić? Byłeś raczej pilnym uczniem czy szkoła czasem schodziła na dalszy plan? (śmiech)
– W tygodniu bywało ciężko, bo po szkole od razu był trening. Miałem tylko jeden autobus, którym mogłem o tej porze wrócić do domu. Wracałem późno i często nauka schodziła na dalszy plan.
Nieraz zdarzało się, że trening się przedłużał i nie zdążyłem na autobus. Na szczęście miałem wtedy wyjście awaryjne i zostawałem u cioci w Bełchatowie.
Mimo wszystko starałem się pogodzić jedno z drugim. A czy byłem pilnym uczniem? To chyba lepiej zostawić do oceny nauczycielom! (śmiech)
W czerwcu 2015 roku zadebiutowałeś w Ekstraklasie przeciwko Górnikowi Łęczna. Co najbardziej zapamiętałeś z tamtego dnia? Pamiętasz, co działo się w Twojej głowie, kiedy dowiedziałeś się, że zagrasz od pierwszej minuty?
– Bardzo dobrze pamiętam ten dzień, bo to był jedyny mecz w Ekstraklasie, w którym spędziłem na boisku pełne 90 minut.
Kiedy dowiedziałem się, że jestem w wyjściowej jedenastce, momentalnie miałem nogi z waty. Postaw się w takiej sytuacji – jesteś młodym zawodnikiem i dostajesz taką szansę. Chcesz pokazać się z jak najlepszej strony przed trenerem, drużyną i kibicami. No stres jest!
Na szczęście, kiedy już wyszedłem na boisko, zapomniałem, że to debiut. Nie liczyło się nic poza piłką. Niestety przegraliśmy wtedy ten mecz, ale myślę, że jako młody zawodnik pokazałem się z dobrej strony.
Trafiłem na stary artykuł, w którym Arkadiusz Malarz i Jacek Krzynówek bardzo dobrze wypowiadali się o Twoim talencie. Docierały wtedy do Ciebie takie opinie? Jak reagowałeś na pochwały ze strony tak doświadczonych zawodników?
– Tak, docierały do mnie takie opinie. Oczywiście cieszyłem się, że osoby z tak dużym doświadczeniem pozytywnie wypowiadają się o mojej grze.
W 2018 roku byłeś na testach w Piaście Gliwice. Jak wspominasz tamten okres? Byłeś blisko pozostania w Gliwicach czy od początku było wiadomo, że sprawa nie będzie prosta?
– To było kolejne ciekawe doświadczenie w mojej karierze. Każdy taki wyjazd daje możliwość sprawdzenia się na tle innych zawodników i poznania nowego środowiska.
Wiadomo, że kiedy pojawia się szansa na zrobienie kolejnego kroku, chce się ją wykorzystać, ale nie zawsze wszystko zależy wyłącznie od zawodnika. W Piaście ostatecznie się nie udało, ale trafiłem do Nowego Sącza, do Sandecji, która występowała wtedy w I lidze.
Grałeś w kilku klubach, poznałeś wielu trenerów i zawodników. Jest ktoś, kto szczególnie zapadł Ci w pamięć albo miał duży wpływ na Twoje podejście do piłki?
– Nie chciałbym nikogo wyróżniać, bo każdy trener i każdy zawodnik czegoś mnie nauczył. Ważne jest słuchanie ludzi z większym doświadczeniem, ale warto też wypracować sobie własne podejście do piłki.
A który okres w dotychczasowej karierze wspominasz najlepiej? Niekoniecznie ze względu na wyniki, ale też atmosferę w szatni, ludzi czy po prostu to, jak się wtedy czułeś.
– Każdy okres miał swoje dobre momenty, ale w każdym zdarzały się też trudności. Najlepiej wspominam chyba rok spędzony w Nowym Sączu. W końcu to stamtąd przywiozłem żonę! (śmiech)
W 2023 roku wróciłeś w rodzinne strony i dołączyłeś do RKS-u. Jak doszło do tego transferu? Co najbardziej przekonało Cię do gry przy Brzeźnickiej?
– Przedstawiciele klubu skontaktowali się ze mną i przedstawili ofertę. Razem z moją ówczesną narzeczoną chcieliśmy już być w jednym miejscu. Zbliżał się nasz ślub, a później planowaliśmy założyć rodzinę. Myślę, że to przede wszystkim zadecydowało o moim powrocie w rodzinne strony i grze w RKS-ie.
A atmosfera w szatni, kibice i cała żółto-niebieska rodzina tylko utwierdziły mnie później w przekonaniu, że była to dobra decyzja.
W poprzednim sezonie zdobyłeś 22 bramki. Która najbardziej zapadła Ci w pamięć? Niekoniecznie najładniejsza, może po prostu miała dla Ciebie szczególne znaczenie.
– Każda bramka ma dla mnie takie samo znaczenie i jest równie ważna. 22 gole to całkiem niezły wynik i ciężko mi wyróżnić ten jeden.
A skoro już jesteśmy przy liczbach, mam nadzieję, że w tym sezonie pobiję wynik z poprzednich rozgrywek! (śmiech)
A jak reagujesz, kiedy przez kilka meczów piłka nie chce wpaść do bramki? Potrafisz szybko wyrzucić to z głowy czy jednak trochę Cię to gryzie?
– Myślę, że nie przywiązuję do tego aż tak dużej uwagi. Najważniejsze są trzy punkty. A czy do siatki trafię ja, czy ktoś inny, to już mniej istotne.
Niedawno strzeliłeś zwycięskiego gola przeciwko GKS-owi Bełchatów, czyli klubowi, w którym spędziłeś sporą część kariery. Powiedz szczerze, takie trafienie smakuje trochę inaczej niż pozostałe?
– Każdy gol na wagę zwycięstwa smakuje inaczej niż pozostałe. Tak też było w tym przypadku.
A jest jakiś moment w barwach RKS-u, który szczególnie zapadł Ci w pamięć? Mecz, bramka, reakcja kibiców albo coś, co wydarzyło się poza boiskiem?
– Najbardziej pamiętam moment, kiedy po strzelonej bramce zrobiliśmy kołyskę, bo urodziła mi się córka.
W naszym ostatnim wywiadzie Maciek Kłodos powiedział, że gdyby mógł przejąć jedną cechę od któregoś z kolegów, wybrałby Twój spokój na boisku. Zawsze byłeś taki opanowany czy to przyszło z doświadczeniem?
– Haha, z tym się urodziłem! Ale czasem na boisku nerwy też puszczają. Chociaż ktoś musi się naprawdę bardzo postarać, żeby mnie zdenerwować. (śmiech)
W naszej drużynie jest kilku młodych zawodników, którzy coraz śmielej poczynają sobie na boisku. Jak oceniasz ich rozwój? Ktoś szczególnie Cię zaskoczył, odkąd trenujecie razem?
– Mamy kilku zawodników z dużym potencjałem, którzy od jakiegoś czasu z nami trenują. Myślę, że w przyszłości mogą być mocnymi punktami RKS-u.
Z kim w naszej drużynie najlepiej rozumiesz się na boisku? Jest ktoś, z kim wystarczy jedno spojrzenie i już wiecie, co drugi zamierza zrobić?
– Ojej, wydaje mi się, że z każdym rozumiem się dobrze, a z każdym kolejnym meczem ta współpraca wygląda coraz lepiej.
A kto jest największym żartownisiem w szatni? Kto potrafi rozkręcić atmosferę, nawet kiedy nie wszystkim jest do śmiechu?
– Nizię znam dłużej, niż gram w RKS-ie. Już kiedyś dzieliliśmy szatnię. Miał wtedy mocne żarty i nic się w tej kwestii nie zmieniło! (śmiech)
Przez te wszystkie lata grania pewnie uzbierało się trochę historii. Pamiętasz jakąś wyjątkową wtopę albo sytuację z boiska czy szatni, z której do dzisiaj śmiejesz się z kolegami?
– Haha, wtopy z szatni zostawię dla siebie!
Zostawmy na chwilę piłkę. Jak wygląda Twój normalny dzień, kiedy nie ma treningu ani meczu? Czym zajmujesz się na co dzień?
– Praca, dom i każda wolna chwila spędzona z żoną i córką.
A kiedy masz już naprawdę wolny dzień, jak najchętniej go spędzasz? Masz jakieś zainteresowania, o których kibice mogą nie wiedzieć?
– Teraz, w sezonie, chodzę na grzyby. I jestem w tym całkiem dobry! (śmiech)
Kiedy włączasz telewizor, to nadal najczęściej leci jakiś mecz czy po treningach i weekendowych spotkaniach masz już czasem ochotę odpocząć od piłki?
– Lubię obejrzeć mecz, ale jednak wolę spędzić czas z córką. Ostatnio układamy bardzo dużo puzzli, więc nie ma czasu na telewizję.
Gdybyśmy zapytali Twoich znajomych, jaki jest Dawid Flaszka na co dzień, co by nam powiedzieli? I z czym pewnie byś się nie zgodził? (śmiech)
– To już trzeba byłoby ich zapytać! (śmiech) Pewnie powiedzieliby, że jestem spokojny i opanowany.
Co dzisiaj daje Ci największą motywację do grania? Nadal czujesz tę samą frajdę z piłki, którą miałeś jako nastolatek?
– Największą motywacją jest dla mnie rodzina. Widzę, jak bardzo mnie wspierają. A kiedy córka mówi mi, że jest ze mnie dumna, to już w ogóle dostaję skrzydeł.
A skoro mowa o motywacji i ambicjach – w tym sezonie walczymy z RKS-em o awans do III ligi. Czego jeszcze chciałbyś dokonać z tą drużyną? Jest coś, co szczególnie chciałbyś przeżyć w barwach naszego klubu?
– Tak, walczymy o awans i właśnie to jest to, co na chwilę obecną chciałbym osiągnąć z RKS-em.
Dawid, dziękujemy za rozmowę i życzymy kolejnych bramek w żółto-niebieskich barwach!